Марта Подгурник

Убойные баллады
Перевод Игоря Белова
ДОРОГА В ОДИН КОНЕЦ (из книги «УБОЙНЫЕ БАЛЛАДЫ», 2018)

Пустую башку свою, парень, сложи
в бездонной постели моей.
О женщине той, что любима тобой,
не слышал никто, хоть убей.

И дождь заладит, и ветер завоет,
и снегом засыпет дверь,
полыхнет над равниной. Так будь мужчиной,
скажи мне правду теперь.

«Твоя невеста спит под землей», — услышишь песню сверчка.
И толпа бранится, мол, сгнила плащаница, а в сердце твоем тоска.
И не встанет заря, не придут друзья.
Телефон проржавеет, бля.

Проснешься с похмелья во тьме подземелья,
а рядом буду я.

На ведьмин костер, мой мальчик, ложись
в бездонной постели моей.
Не каждый, на карту поставив жизнь, спасется от ста смертей.

И ветер завоет, прибой тебя смоет,
и мгла пришлепнет печать.
Мой сладкий, терпенья. Не жди избавленья,
хоть было рукой подать.


MARTA PODGÓRNIK

PODRÓŻ BEZ POWROTU (z tomu „MORDERCZE BALLADY”, 2018)

Złóżże, młodzieńcze, swój pusty łeb
W przepastną pościel mą.
Nikt nie wie na świecie o takiej kobiecie
Co duszę weźmie twą.

I deszcz będzie mżył, i wiatr będzie wiał
I napada śnieg, zarygluje drzwi
I przyjdzie huragan, i może odwaga
By prawdę wyznać mi.

Twa oblubienica pod ziemią śpi, tak ćwierka ptasi zlot
I huczą trybuny, że stęchłe całuny, a w serce Twoim mrok
I nie wstanie świt, i nie przyjdzie nikt
Telefon zeżre rdza.

Obudzisz się z kacem pod ziemnym pałacem
A obok będę ja.

Kładź się, chłopaczku, na wiedźmi stos
W przepastną pościel mą.
Nie każdy wyciąga szczęśliwy los, gdy duszę stawia swą.

A wiatr będzie wiał, szkwał będzie się śmiał
I wszystko pokryje brąz
Na tej szali, złotko, nie zbawisz się słodko
Choć było już o włos.

СЮЗАННА (из книги «УБОЙНЫЕ БАЛЛАДЫ», 2018)


Здесь, в глуши, ты всем чужая, хлеб печешь из зерен липких.
На хрена я приезжаю? — размышляешь без улыбки.
Твоя мать возьмет да спросит: дочка, где ты пропадала?
Где забыла мою внучку?
Ты ее вообще рожала?
Хочется свалить подальше, хочется съебать отсюда,
в этой пьесе столько фальши, что актерам станет худо
с первых слов.

Твоя ферма задолжала, ты решишь проблему с лёту —
ухажеров-то немало, по счетам заплатит кто-то,
с кем так счастливы вы были, что блевала ты с досады,
а в прабабкиной могиле и просроченной помады
не найдешь.

Если бог — любовь, тогда уж мог бы взять тебя он в жены.
Не спала бы, выйдя замуж, прямо на земле студеной,
а пока

тот зовет тебя на море, в океан сюрпризов влажных,
с тем хлебнуть ты можешь горя, переспав хотя б однажды.
А тебе съебать пора бы на разболтанных рессорах,
но судьба — дурная баба, и сухим ты держишь порох
день за днем.

ZUZANNA (z tomu „MORDERCZE BALLADY”, 2018)


Jesteś gościem na przedmieściach, z lepkich ziaren lepisz bochen
i już chcesz tu nie przyjeżdżać, bo zostało tylko trochę.
Twoja stara (matka w oknie) pyta: córko, gdzieś ty była?
Gdzie mi zapodziałaś wnuczkę,
czyżby się nie urodziła?
I już chcesz stąd iść na zawsze, i już łakniesz wypierdalać,
bo nie chciałaś grać w teatrze, który każdy mijał z dala
bryczką swą.

Twoja farma wpadnie w długi, ale cóż, to żaden problem, spłaci
jeden albo drugi, w końcu tak ci z nimi dobrze,
że już pragniesz zwymiotować, gdy podajesz im tartinki,
a nie możesz już znajdować przeterminowanej szminki
w grobach babć.
Jeśli mesjasz jest miłością, to mógł chociaż się ożenić,
nie zostawiać z pustą książką, z którą śpisz na gołej ziemi,
robiąc plan:
Jeden chce cię wziąć nad morze, wprost w ocean niespodzianek,
drugi krzywdę zrobić może, gdy zastanie was poranek.
A ty chcesz stąd wypierdalać, ale wiesz, że to na marne,
bo nie taki los wybrałaś i na baczność stawiasz gardę,
raz po raz.

Дом восходящего солнца

В Силезии есть дом один, известный всем дурдом
Зеленые поля вокруг в тумане золотом
Моя мамаша там — главбух, гребет за чеком чек,
пустые шлет сигналы SOS в наш двадцать первый век

Мой батя строит здесь дома, свой дом ему не жаль
Он дочке разрешил курить, не стал читать мораль
А брат мой получил диплом, но не пойму, за что,
и женится, хоть кошелек дыряв, как решето

О, мама, брату не позволь пойти вослед за мной
Пусть он о стену бытия не бьется головой
В Силезии есть дом один, известный всем дурдом
Дай брату денег на билет, чтобы не шел пешком


Dom Wschodzącego Słońca

Na Śląsku stoi taki dom, co go wariackim zwą
Zielone pola tylko w krąg, a białe, gdy za mgłą
Mamusia ma księgową jest, niejeden zjadła czek
Wysyła puste SOS w dwudziesty pierwszy wiek

Mój tatuś stawia domy tu, swojego mu nie żal
Córeczce po kryjomu przesyła: chcesz, to pal
A bracik studia kończy, studiuje nie wiem co
I piszę, że ślub w grudniu, a rzeczywistość dno

Mamusiu, powiedz bratu, by nie szedł drogą mą
By się nie stawiał światu, bo kiedy gruchnie gong
Na Śląsku stoi taki dom, co go wariackim zwą
Więc bilet mu na pociąg wręcz i walizeczkę mą


Made on
Tilda